>

niedziela, 21 września 2014

Niewielkie zakupy w Inglocie.

Hej! Dzisiaj chciałabym się Wam pochwalić zakupami, które zrobiłam w ten piątek, zaraz po wypłacie, w Inglocie. Może nie jest to największy haul na świecie, ale do każdej z tych rzeczy przymierzałam się już jakiś czas i cieszę się, że wreszcie je mam!


Z zakupem zalotki nosiłam się już chyba z rok. Moje rzęsy w ostatnim czasie prezentują się tragicznie i mam nadzieję, że to ustrojstwo trochę mi dopomoże w ulepszeniu ich wyglądu. Jakiś czas temu w poście z denkiem zapytałam Was o radę, ponieważ nie miałam pojęcia gdzie mogę kupić w miarę porządną zalotkę i wtedy Monika poradziła mi Inglot. Żeby się upewnić poczytałam jeszcze recenzje na wizażu i decyzja zapadła! :)





Wokół tego rozświetlającego pudru HD również chodziłam już dłuższy czas. Od kiedy digitalgirl zrobiła jego test na żywo na YT marzył mi się ten gagatek. Jednak zawsze schodził u mnie na drugi plan i dodatkowo cena jak dla mnie była zbyt wysoka. Spośród dostępnych kolorów Pani Inglocianka pomogła mi wybrać ten, który był najbardziej żółty i miał w sobie bardzo malutkie rozświetlające drobinki. Nie mogę się doczekać kiedy się zabiorę do jego używania! :)





I na koniec coś co miałam już wcześniej, czyli bibułki matujące. Według mnie ich cena to zdecydowane przegięcie dlatego zawsze kupuję je przy okazji innych zakupów w Inglot, ponieważ wtedy możemy dostać je taniej (przy zakupach powyżej 50zł możemy je dostać za 14zł zamiast 22)



I mój rachuneczek. Trochę mnie zabolał, bo za te trzy gadżety mogłabym mieć szminkę z Mac'a, ale co zrobić! ;p Dodatkowo mam wrażenie, że w Inglocie ceny są coraz wyższe. Wydaje mi się, że te bibułki kiedyś kosztowały 20zł i można było je dostać w promocji za 10. Ale mogę się mylić! A jeśli chodzi o pojedyncze cienie to ja mam jakąś sklerozę czy one jeszcze niedawno kosztowały 13zł a teraz kosztują już 14? Tak czy inaczej uwielbiam tą markę, ale niech już lepiej nie przesadzają z tymi cenami!


P.S. Planuję jeszcze zakup pędzelków do makijażu oczu przez internet. Możecie mi polecić najlepszy pędzel do blendowania i najlepszy pencil brush? Zastanawiam się pomiędzy Zoevą, Maestro i Hakuro póki co. Z góry dziękuję i całuję!

piątek, 19 września 2014

Biedronkowa pielęgnacja stóp.

Lato po mału dobiega końca, dla wielu z Was pewnie oznacza to, że pielęgnacja stóp odchodzi w zapomnienie. Niestety nie u mnie. Moje stopy ciągle wymagają dopieszczania ich kremikami, peelingami itd. A więc, aby zaoszczędzić sięgnełam po kosmetyki z naszej ulubionej drogerii osiedlowej - biedronki :)


Oba produkty z Bebeauty możemy dorwać w bardzo zachęcającej cenie 2,99zł. Za taką wydajność jest to według mnie najlepsza oferta na rynku, ponieważ balsam do stóp spokojnie starczy nam na miesiąc,  a peeling nawet trzykrotnie dłużej.  Buteleczki są o pojemności 75ml


Dodatkowo ich opakowanie jest bardzo przemyślane i wygodne. Wszystkie napisy znajdują się na plastiku a nie na naklejkach, które mogłyby zniknąć podczas używania peelingu pod prysznicem. Plastik z którego są wykonane jest bardzo mięciutki dzięki czemu z łatwością wydostaniemy sto procent kosmetyku bez konieczności rozcinania opakowania. Mamy też przyjazne zamknięcia na klik, dla takich ślamazar jak ja, które zupełnie nie radzą sobie z zakrętkami po użyciu kremu, czy jeszcze gorzej, pod prysznicem!


Konsystencją oba produkty są bardzo do siebie zbliżone . Balsam do stóp to raczej rzadka maź, która bardzo szybko się wchłania (za takimi przepadam najbardziej). Peeling też bardzo przyjemnie się używa, nie jest zbyt rzadki jeśli miałoby was to martwić.  Natomiast granulki peelingujące są dosyć małe,  co doskonale widać na zdjęciu. 


Podsumowując:

Balsam do stóp (intensywnie nawilżający) - to całkiem niezły kosmetyk, do którego z pewnością będę wracać.  Faktycznie daje uczucie nawilżenia i swoją konsystencją przypomina typowy balsam do ciała. Ma też bardzo ładny odświeżający zapach, taka trochę sztuczna cytrynka, ale mi bardzo odpowiada! Za taką cenę nie ma się co zastanawiać tylko wypróbujcie same! Oczywiście cudów on nie zdziała, bo nie jest to bardzo bogaty krem, ale do codziennej pielęgnacji kiedy chcemy nałożyć na skórę cokolwiek byle tylko jak najszybciej się wchłoneło, jest to najlepsze rozwiązanie:)

Peeling do stóp (usuwa zrogowacenia i zgrubienia naskórka) - ten kosmetyk też równie przyjemnie mi się stosowało, jednak nie sądzę abym miała do niego wrócić.  Nie czułam żeby zrobił cokolwiek dobrego dla moich stóp.  Nie miał żadnych większych minusów, dodatkowo niska cena i brak zapachu zachęcają żeby chociaż wypróbować. Jeśli nie macie dużych problemów ze swoimi stopami to może akurat się sprawdzi. U mnie zdecydowanie ani zrogowaceń ani zgrubień nie usunął. Taki tam sobie średniaczek, równie dobrze mogłoby go nie być.  


Do tej recenzji zbierałam się już bardzo długo a i tak coś czuję, że wyszła mi zupełnie bez ładu i składu:< ale mam nadzieje, że coś tam Wam jednak przekazałam!

A jakie produkty do stóp Wy możecie mi polecić?  
Bo ten duet już po mału mi się kończy.

poniedziałek, 15 września 2014

Rimmel 60 seconds - recenzja i kolory na paznokciach.

Dziś przyszedł czas na podsumowanie serii 60seconds od Rimmel. Niezły szał na te lakiery przeszłam około roku temu, teraz moje zdanie na ich temat troszkę się zmieniło, ale i tak nadal je lubię!


Cena: 12 zł (jednak bardzo często są w promocji!)
Dostępność: bardzo dobra, wszędzie gdzie znajdziemy szafę Rimmel
Konsystencja: bardzo gęste
Pędzelek: gruby, szeroki
Trwałość: 3-4 dni
Krycie: idealne po 2 warstwach 


Z początku bardzo odpowiadała mi ta gęsta konsystencja, dzięki której lakier dosyć szybko wysychał. Jednak z każdym użyciem stają się one coraz gęstsze i gęstsze, przez co ich żywotność nie jest zbyt długa. Mój ulubiony fioletowy kolor już po około 7 aplikacjach nie nadaję się do niczego i widzę, że to samo dzieje się z resztą serii. 


Jeśli chodzi o szeroki pędzelek, to jestem jego wielką fanką. Jednak nabiera on dosyć dużo produktu i trzeba być uważnym! Oczywiście lakier nie wysycha w tytułowe 60 sekund, ale jeśli umiejętnie zaaplikujemy dwie cienkie warstwy to powinnyśmy mieć gotowe paznokcie w kilka minut!


 A teraz kilka słów o kolorach z mojej kolekcji:


200 PRINCESS PINK to bardzo delikatny, półtransparentny kremowy róż. Idealny do francuskiego mani lub na dni gdy brakuje nam pomysłu i chęci na odważniejsze kolory!


500 CARAMEL CUPCAKE to delikatny brąz. Ten nudziak świetnie sprawdza się jesienią i dosyć dobrze pasuje do mojej karnacji.


405 ROSE LIBERTINE to koralowe cudeńko. Jest świetny do opalenizny latem, ale z pewnością nie jest zbyt krzykliwy. Według mnie to bardzo subtelny akcent kolorystyczny dla osób które nie lubią szaleć ze zbyt odważnymi kolorami.


853 PILLOW TALK z kolekcji Rity Ory to przepiękny błękit. Mój ulubieniec podczas tegorocznych wakacji. W buteleczce widać małe srebrne drobinki, jednak po aplikacji są prawie niewidoczne.


622 OH BOY YOU'RE SO FINE! był moim absolutnym ulubieńcem jakiś czas temu co widać po zużyciu. Proszę nie przestraszcie się tego jak wygląda na paznokciach, niestety zgęstniał do takiego stopnia, że nie dało się z tym za bardzo nic zrobić, a próby ratowania go top coatem tylko pogorszyły sprawę. Zdjęcie pokazuję Wam tylko po to abyście mogły zobaczyć jego piękny kolor, a ten zgęstniały egzemplarz od razu wędruje do projektu denko.


813 ROUND AND ROUND THE GARDEN to zgniła zieleń, lub khaki. Nie do końca jestem przekonana co do tego koloru, jednak od czasu do czasu zwłaszcza teraz jesienią lubię go nosić.


315 READY, AIM, PAINT! to idealna czerwień. Przy tym kolorze niestety mój aparat zupełnie nie chciał współpracować i muszę zaznaczyć, że kolor ten w rzeczywistości jest znacznie mniej rażący, ale nie jest to też bardzo głęboka czerwień. 

I to by było tyle na dzisiaj, proszę wybaczcie mi też wygląd moich paznokci i to jak krzywo są pomalowane... Niestety jestem totalną ofermą jeśli chodzi o paznokcie, niemniej chciałam żebyście zobaczyły jak te kolorki prezentują się w akcji :)